czwartek, 22 grudnia 2011

Przyszła Kryska (:P) na Matyska...

Zarzekałam się, że żadnych wyrobów pandorkopodobnych produkować nie będę, bo przeładowane i w ogóle siakieś takie nie bardzo... ale mama M. sobie zażyczyła bransoletkę w tonacji jasnej... Kupiłam więc jakieś koraliki, okazało się, że więcej, niż trzeba, lecz wkrótce pojawiło się zamówienie kolejne. Dlatego trochę monotonne te bransoletki. Stopery niestety widać, bo nie umiałam ich powciskać w koraliki :(


6 komentarzy:

  1. Nie narzekaj.. Wiesz, że ich również nie kocham, ale Twoje wyszły urocze, a skoro się podobają... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a dlazego "matysek" dużą literą, skoro "kryska" małą? ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie mów nigdy ;))). A bransoletki wyszły bardzo fajne :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Tobi, Asiu, no widać nie można nigdy mówić nigdy :) Fajnie, że się podobają :)

    Yumq, ja wiedziałam, że to się tak skończy :P a napisałam zwyczajowo :P

    OdpowiedzUsuń
  5. O, dziękuję za korektę małej kryski ;) Właśnie miałam o tym pisać, ale mnie Ktosiek uprzedził ;)
    Bransoletki są śliczne!
    Pozdrawiam poświątecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za odwiedziny i komentarz :)