wtorek, 6 września 2011

Flower fairy

Ostatnio miłe wydarzenia przeplatają się z tymi smutnymi, niestety. Nie mam za bardzo nastroju do pisania, ale nie chcę też, żeby mi się tu pająki zadomowiły znowu, dlatego też będzie krótko i niechronologicznie. Dziś elfikowy wisior, na razie do wsuwania na wstążkę, ale może mu jakieś inne wisiadełko dorobię (chwilowo wyplatane jakoś mi do niego nie pasuje - chciałabym, żeby zostało w miarę delikatnie). W większości obszyty podczas wyprawy Tobi i mojej do Krakowa, toho 11/o i 15/o.


O tym, co porabiałyśmy z Tobi podczas jej bytności u nas będzie w następnym odcinku :)
I dziękuję tym, którzy się zapisują na moje małe candy :)

czwartek, 1 września 2011

Balzakowskie candy

Miało być candy z okazji roczku bloga, ale przegapiłam termin. Niech więc będzie, spóźnione nieco, candy z okazji urodzin mych :) Nagrodą będzie... niespodzianka :)

Zasady takie, jak zwykle, czyli: umieszczenie podlinkowanego obrazka na swoim blogu oraz komentarza pod tym postem. Zapisy do 29, losowanie - 30.09. Proszę o podanie w komentarzu linka do swojego bloga, (ewentualnie mejla, jeśli nie posiada się bloga). Przy okazji pragnę zaznaczyć, że było by mi niezmiernie miło, gdyby biorący udział w candy zagościli w mojej chatce na troszkę dłużej, niż do ogłoszenia wyników... :>
Żebyście się musieli odrobinę wysilić, napiszcie proszę, jaki jest Wasz najulubieńsiejszy kolor i dlaczegóż właśnie ten, a nie żaden inny :P

piątek, 26 sierpnia 2011

Resztki wakacji

Muszę trochę nadgonić zaległości, bo jak tak dalej pójdzie, to do grudnia się nie wygrzebię z wakacyjnych wspominków ;) Coby wreszcie zamknąć temat wojaży, przedstawiam ostatnie dłubaninki znad morza i pamiątki z wakacji :)
Wera pokazała mi, jak oplatać kaboszonki i w dodatku obdarowała ślicznym zoisytem :) niestety na zdjęciu nijak nie mogłam uchwycić prawdziwego koloru rzeczonego kamyka :( Kropelki (po raz pierwszy bez schematu :)) i wąż również mają inny kolor w realu. Poza tym kuferek już ze skarbusiami - powiedzmy-że-bursztynkiem i skamieniałą muszelką oraz kolczyki, które po prostu MUSIAŁAM kupić. Co prawda wyglądają bardziej jak zające ekshibicjoniści, niż jak nietoperze, ale mnie urzekły ;)


Żeby nie było, że tylko dłubałam na urlopie, kilka fotek z odwiedzonych przez nas miejsc :)

czwartek, 25 sierpnia 2011

Obiecanki

Miało być robótkowo, no to proszę :) Ale krótko będzie, bo mnie choróbsko jakoweś zmogło i siły nie mam za wiele.
Pisałam już, że byliśmy w Tobatkowie Nadmorskim, ale nie pamiętam, czy pisałam o spotkaniu craftowym, które tam miało miejsce. Na tymże spotkaniu działo się, oj, działo, między innymi Karolka uczyła nas, jak haftować koralikami. Pod jej czujnym okiem obhafciłam parę kolczyków, do których miałam zamiar dorobić sobie wisior i pierścionek. Ostatnio postanowienie nabrało mocy urzędowej i teraz mogę pokazać już cały komplet. I przy okazji chciałam powiedzieć, że Karolka, wbrew temu, co mówi, świetnie uczy - o! :) Wiadomo, że trzeba ćwiczyć, coby dobrze wychodziło, ale teorię mam opanowaną :)


I zdjęcia ze spotkania :) Najpierw w grupie, od lewej występują: Wera, Karolka, autorka posta, Nina (młodsza latorośl AnetyA), AnetaA, Natalia (starsza latorośl tejże Anety ;)), Tobi oraz Martita. Obowiązkowo koło serduszka, załapał się również kawałek Kory - Tobikowej suni :)


Było zdjęcie z serduszkiem, to teraz będą jeszcze dwa z serduszka ;) Niestety kawałek serduszka mi ucięło, za to dziewczyny są ostre ;) i widać, ile było namiotów :)


 I jeszcze z serduszkiem w roli głównej ;)


Na dziś tyle, dziękuję za uwagę ;) i pozdrawiam serdecznie!! :)

piątek, 5 sierpnia 2011

A teraz coś z zupełnie innej beczki

A miało być tak pięknie, "kariera, sława, blaski, oklaski (...)" i posty codziennie... :D Jak zwykle nie wyszło :P Pourlopowe zderzenie z rzeczywistością w pracy było dość bolesne (w zasadzie jest nadal, a w przyszłym tygodniu będzie chyba jeszcze gorzej...) - zaliczanie semestru w wakacje musi być niemiłe, ale poprawianie tych wszystkich sprawdzianów... Się starzeję chyba, straszliwie zdechła jestem ostatnio, nawet postów mi się nie chce wrzucać, albowiem wiąże się to z niedogodnościami w stylu przygotowania zdjęć oraz sklecenia kilku w miarę sensownych zdań (a z tym kiepsko u mnie ostatnio - kryzys wieku średniego...?). Przemogłam się jednakowoż i oto przedstawiam fotek kilka wątpliwej jakości (robionych przez szybę, idiotenkamerą, bez możliwości użycia lampy) z wizyty w Oceanarium w Rewalu, gdzie mieliśmy okazję być z Tobi i jej Latoroślami :) Mimo usilnych starań nie udało mi się dorwać błazenka :( jak widać na załączonej fotce - błazenek szybki jest...


Rozgwiazda nie pasowała mi do układanki, zatem osobno :)


jakoś tak zawadiacko wygląda i skojarzyła mi się z Peach z "Gdzie jest Nemo" :) gif podkradziony stąd



Z Rewala zrobiliśmy sobie spacer do Trzęsacza, gdzie znajdują się ruiny ostatniej ściany gotyckiego kościółka z przełomu XIV/XV wieku. Wybudowano go 2 km (!) od morza, które od tego czasu powoli zbliżało się do budowli i w końcu w roku 1901 zabrało ze sobą jego pierwszą część...


Na dziś tyle, następnym razem będzie robótkowo :)

niedziela, 31 lipca 2011

Home, sweet home...

I po urlopie... Co prawda wróciliśmy już tydzień temu, ale musieliśmy po przyjeździe pozałatwiać różne dziwne rzeczy, zatem  piszę dopiero teraz. Byliśmy w Toruniu, w Tobatkowie Nadmorskim i w RandomForestowie ;) Pozwiedzaliśmy co nieco, pointegrowaliśmy się również. Pewnie się zdziwicie, że sporo też... planszówkowaliśmy ;) Craftowo czuję się spełniona ;) dawno nie miałam takiego luksusu, żeby praktycznie codziennie coś podłubać. Zdjęcia (i informacje) będę dawkować ;) Mniej więcej chronologicznie.  Najpierw wyplotłam czerwony naszyjnik w stylu sami-wiecie-jakim (Werka miała na to jakiś fajny epitet, ale skleroza - zapomniałam...), z potrzeby zajęcia czymś łapek. Koniec końców wylądował u kumpeli :) Koraliki Knorr-Prandel.


Tobi się spodobał, więc wydłubałam następny specjalnie dla Niej :) Niestety zapomniałam swoich czarnych koralików i plotłam z Tobatkowych Toho 8o. Środek z błyszczących, brzegi - z matowych. Do kompletu powstała bransoletka i kolczyki na srebrnych sztyftach z kuleczkami. Zapięcia również Tobatkowe. Naszyjnik jest trochę dłuższy, niż poprzednie, na życzenie właścicielki. Zdjęcia kolczyków i naszyjnika na modelce posiadam, ale dość mocno oponowała, więc pozwoliłam sobie użyć tylko jej ręki :P


Pozdrawiam Was serdecznie :) ciąg dalszy nastąpi niebawem :)

piątek, 8 lipca 2011

My preciousssssssss ;)

Powinnam być właśnie gdzieś w okolicach Łodzi, w drodze na urlop... Tym razem Karmel postanowił nas nie puścić, a przynajmniej opóźnić nasz wyjazd. Mam nadzieję, że po jutrzejszej porannej wizycie u weta będziemy mogli się spakować i ruszać. I wcale nie jestem taka wyrodna, martwię się o tego małpiszona, swoje już odchorowałam, ale uważam, że po dwóch latach urlop nam się należy i już. Póki co, ostatni, jak mniemam, post przed wyjazdem.
Upolowałam jakiś czas temu tycią szkatułkę - wisiorek w kolorze mniej więcej miedzianym. Lubię różnego rodzaju miniaturki, a kuferek w dodatku się otwiera :) niewiele się do niego zmieści, ale jakiś maleńki sssssssssssarb powinien dać radę ;) Poza tym od dawna chciałam sobie zrobić jakieś kolczyki unakitowe, no i w końcu sobie zrobiłam. M. mówi, że wyglądają dziwnie. W ogóle koncepcja zielono-różowego kamienia mu się nie podoba. Trudno.


Natchnęło mnie ostatnio na zakup plastikowych przezroczystych kaboszonków i a la wiktoriańskich ramek do nich. Przeczytałam w cafeart tutka o robieniu magnesików, poszperałam w necie w poszukiwaniu obrazków (jeden autorstwa Victorii Frances, drugi - Jasmine Becket-Griffith, a trzeci - nie wiem czyj) spreparowałam 3 wisiory. Jeszcze łańcuszki muszę dołożyć. Fajne to :) Tylko pamiętać trzeba o dwóch rzeczach: primo - kaboszonki powiększają obraz, secundo - słuchać swojej intuicji, która słusznie podpowiadała, że motywów drukowanych w domciu nie należy moczyć w wodzie przed naklejeniem... ;)


Pozdrawiam serdecznie wszystkich już urlopujących się oraz na urlop dopiero czekających :)